Antoni Julian Anioł przyszedł na świat 16 sierpnia 1907 roku, ojciec Antoni Marian był c.k. urzędnikiem, matka Helena z domu Merkling, była córką niemieckiego piwowara, który przybył w połowie XIX w do Okocimia. Julian miał dwoje rodzeństwa, z tym że siostrzyczka zmarła dość wcześnie na gruźlicę, młodszy brat Marian był piłkarzem pierwszoligowej Tarnovii.
Rodzina mieszkała w kamienicy przy ulicy Krasińskiego. Antoni uczęszczał do II gimnazjum męskiego w Tarnowie które ukończył tzw. "Dużą maturą". Po ukończeniu gimnazjum podjął służbę wojskową, szybko okazało się to przeznaczeniem młodego człowieka i postanowił zostać zawodowym żołnierzem.
Wstąpił do 68 pułku piechoty, początkowo służył w 8 kompani szkolnej, do 1933 roku.
Po ukończeniu szkolenia podoficerskiego, 6 sierpnia 1933 r., został mianowany na podporucznika piechoty przez Prezydenta Polski Ignacego Mościckiego. Jednocześnie zamieszkał już na stałe poza Tarnowem, we Wrześni, przy ulicy Warszawskiej 23 m. 4. Była to jedna z lepszych jednostek polskiej armii, sławiąca się bohaterskimi walkami w okresie powstania wielkopolskiego, jak i walk podczas wojny polsko - bolszewickiej. 22 grudnia 1936 r. mianowany został na porucznika piechoty.
1 września 1939 roku rozpoczął się szlak bojowy 68 pp. W tym też dniu dochodzi on do miejscowości Staw-Wólka. Był to rejon działania Armii Poznań dowodzonej przez gen. dyw. Tadeusza Kutrzebę od 23 marca 1939 r.
11 września Niemcy przeszli do kontrataku na całym froncie. Pułk poniósł znaczne straty w zabitych i rannych.
W bitwie nad Bzurą w dniach 9-18 września, okrążony przez wroga, po ciężkich walkach, uległ w większości zagładzie. Resztki pułku wrzesińskiego zdołały dotrzeć do Warszawy, gdzie włączone do składu jej obrony dzieliły los stolicy aż do jej kapitulacji, tj. 28 września. I tutaj por. Antoni Anioł (jeszcze przed podjęciem walk przez jego pułk) zostaje przegrupowany i staje na czele eskorty udaje się z tajną misją (najprawdopodobniej wywozu dokumentów pułkowych) i ma wycofać się w rejon Buga.
6 września wojsko przechodzi w pobliżu Tarnowa, rodzina oczekiwała jego odwiedzin, szybki marsz na tyły Armii Kraków i Karpaty nie pozwolił nawet na tą chwile prywatności. Wieści o bliskość oddziałów niemieckich zmotywowały młodszego brata wraz z jego żoną do opuszczenia miasta i udania się za polskimi oddziałami w kierunku Lwowa.
Po agresji ZSRR Lwów został przekazany Armii Czerwonej. Tutaj po raz ostatni był widziany przez świadków, którzy przeżyli wojnę. Jego przyjaciel z Tarnowa miał mu zaproponować porzucenie munduru i ucieczkę w ubraniu cywilnym do okupowanego przez Niemców Tarnowa. Ten miał odmówić, gdyż nie pozwalał mu na to honor oficera Wojska Polskiego, ponadto konwencje haskie i genewskie gwarantowały mu nietykalność. Zgodnie z konwencją genewską w sprawie traktowania jeńców (1929 r.) nie wolno oficera pozbawiać życia, zmuszać do pracy ani poniżać. Oficerowie winni być umieszczeni w obozie, przy zachowaniu ich dystynkcji, uszanowaniem honoru i godności.
Brat nigdy nie dotarł do Lwowa, zawierucha wojenna zatrzymała go tuż przed miastem, na wieść o poddaniu go sowietom próbował ponownie wrócić do Tarnowa, nie było to łatwe, ostatecznie okrężną drogą, za cenę małżeńskich obrączek wręczonych ukraińskiemu chłopu, przeprawił się przez Bug i ostatecznie powrócił do Tarnowa.
22 IX po południu rozpoczęła się sowiecka okupacja Lwowa. Wraz z oddziałami liniowymi wkroczyły służby i funkcjonariusze NKWD. Ich pastwą pierwsi padli oficerowie, którzy mieli opuścić miasto - starsi na samochodach, a młodsi w kolumnach. Na rogatce Łyczakowskiej, kolumna w której szedł porucznik została otoczona przez kordon żołnierzy Armii Czerwonej, polscy oficerowi pieszo zostali pognani aż do Tarnopola. Tu na dworcu kolejowym stały podstawione wagony bydlęce. Oficerowie zostali zmuszeni do wejścia do wagonów a następnie wywiezieni do Starobielska.
W obozie starobielskim porucznik Anioł został przydzielony do jednego pokoju z kilkoma innymi żołnierzami tego samego stopnia i młodszymi. Szybko zorientował się, że w obozie poza zawodowymi oficerami jest również spora ilość rezerwistów, co zdziwiło wszystkich, gdyż na ogół ich nie brano do niewoli.
Porucznik Anioł został zamordowany strzałem w tył głowy w 1940 roku w Charkowie.
Matka porucznika jeszcze umierając była przekonana, że jej syn żyje gdzieś tam, a ona nie zrobiła wszystkiego by go odnaleźć, nigdy nie poznała prawdy, jedynie młodszy brat Marian, dowiedział się gdzie leży on i jego koledzy.
Na podstawie artykułu Przemysława Mazura oraz materiałów kampanii „Tarnowskie Guziki”.